Dramat na stacji w Dębem PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
piątek, 25 września 2009 20:28

 

Informuje, że artykuł jest autorstwa znanego dębskiego historyka pana Jana Majszyka. Artykuł ten był drukowany w Gazetce Dębskiej.

Przytoczymy teraz fragment wspomnień mgr Zbigniewa Miękusa z Jarocina Wielkopolskiego, który z okien innego pociągu ewakuacyjnego widział bombardowanie pociągu pasażerskiego na stacji w Dębem Wielkim. O tym wydarzeniu wspomina także w słynnej książce \\"Kamienie na szaniec\\" A. Kamiński. A oto relacja pana Miękusa:

\\"Nareszcie nocą przejechaliśmy most na Wiśle w Warszawie. Po minięciu stolicy nasz transport nabrał szybkości. Dojechaliśmy przed stację Dębe Wielkie koło Mińska Mazowieckiego. Pociągi stanęły. Ogłoszono alarm. Trwał nalot niemieckiego lotnictwa nurkującego tzw. \\"sztukasów\\". Bombardowali stację. Jedna z bomb uderzyła w połączenie dwóch wagonów kolei elektrycznej podmiejskiej. Dwa wagony pełne trupów ! Masakra ! Zabici stali na korytarzach, tak byli stłoczeni i poplątani. Z okien zwisały głowy zabitych, osmolonych. Ciekła im krew z ust , z uszu. Z wagonów, przez drobne szpary, sączyła się czerwona struga krwi jak rubinowy płat lśniącego jedwabiu wypływającego z maszyny farbiarskiej. Widziałem jak na wysokim peronie skacze kobieta na jednej nodze. Woła swoje dziecko. Była tak zszokowana, że nie czuła, nie wiedziała, że ma urwaną nogę poniżej pachwiny. Sanitariusze podjęli ją pod ramiona i położyli na peronowej ławce. Dopiero wtedy zemdlała, straciła przytomność. Zaczęto ją opatrywać, tamować upływającą krew. Zginęło wtedy bardzo wiele ludzi. Niemiecki lotnik zrzucił trzy bomby. Jedna wybuchła przed pociągiem, na wysokim peronie, druga w złączenie dwóch wagonów a trzecia za pociągiem, w rowie tuż przy torze. W dwóch wagonach wszyscy byli zabici, w następnych dwóch wielu zabitych a bardzo wielu rannych od podmuchu, odłamków bomb, betonu a najwięcej od odłamków szkła z okien wagonów osobowych. Był to widok makabryczny! Tylu zabitych, rannych i okaleczonych na całe życie. Wielu straciło oczy od rozbitego szkła. Ksiądz w komży, blady jak chusta, błogosławił umierających, udzielał z sanitariuszami i harcerzami pomocy, opatrywał rany. (Był to proboszcz ks. Izdebski a harcerze to 23 warszawska Drużyna Harcerska). Dużo makabrycznych scen widziałem w życiu, w czasie tej wojny, ale takiej masakry bezbronnych ludzi nigdy przedtem i nigdy potem nie widziałem. Widok ten, nie tylko u mnie, wywoływał torsje. Byłem chory, obolały kilka dni. Do dziś ten widok stoi mi w pamięci. Pragnąłbym, aby odszukano tych lotników i aby odpowiedzieli za zbrodnię na niewinnych\\".

W 1988 roku pan Miękus przyjechał specjalnie do Dębego, aby popatrzeć na stację, aby przypomnieć sobie tamtą tragedię, tamtych ludzi. Nigdy zresztą o nich nie zapomniał.